poniedziałek, 23 lutego 2015

Not made in ...

W sobotę przechodziłam obok sklepu jednej z "naszych" sieciówek. Rzuciłam okiem w stronę wejścia i wystawy - ciekawa co tam za cuda na wiosnę w sprzedaży i moim oczom ukazała się sukienka do złudzenia przypominająca jedną z moich (na załączonym obrazku - z przodu jeans, a dresowy tył "wkrada się" na przód).


Nie ma się co spinać bo wszędzie teraz pełno prostych, szarych, dresowych przyodziewków, ale aż weszłam się przyjrzeć - z 5 różnic będzie (zaszewki, kieszonki, ściągacze..) więc sukienka całkiem inna. Ktoś jednak miał pomysł podobny do mojego - ciekawam kto (czyżby jakaś pokrewna dusza?). Jedno jest pewne - sukienka z sieciówki przybyła z dalekiego wschodu, moją uszyłam sama, z rodzimych materiałów, bez stresu, z radością i dla przyjemności. Jest to dla mnie bardzo ważne, więc jakiś czas temu zaczęłam oznaczać swoje wyroby poniższą metką (też handmade). Fajna?


A tu jeszcze jedno - torba z dawnych okryć na krzesła - taki home recycling. Kryje w sobie już odszyte ciuszki na wiosnę. Prezentacja niedługo (jak doszyję resztę i zorganizuję jakąś sesyję).






******************
Kama - dzięki za inspirację!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz